Reprezentacja Polski koszykarzy swoją postawą w Montpellier udowadnia, że do południowej Francji nie przyjechała na wakacje. Opromienieni dwoma wygranymi na starcie turnieju biało-czerwoni po wyrównanym meczu ulegli współorganizatorom całej imprezy i jednym z głównych faworytów do złota Francuzom 69:66.
– Jeśli nie wygramy grupy, to jesteśmy frajerami, gramy przeciwko nieopierzonym zespołom. Schody zaczną się dopiero później – odważnie stwierdził przed rozpoczęciem mistrzostw Europy były środkowy reprezentacji Francji, Frederic Weis. Polakom może brakuje doświadczenia na międzynarodowej arenie, ale w starciu z mistrzami Europy pokazali, że pod wodzą trenera Mike’a Taylora nie brakuje im woli walki i determinacji, a to już więcej niż połowa sukcesu.

Jego słowa dobrze ilustrują jednak nastroje panujące w ekipie Trójkolorowych. Trenerowi Vincentowi Collet udało się nakłonić do gry w kadrze największe gwiazdy francuskiej koszykówki z Tony Parkerem na czele. Kibice, którzy pojawiają się na meczach w hali Park&Suits Arena mają świadomość, że Montpellier stanowi tylko pewien etap w drodze do wymarzonego finału.

W dwóch pierwszych spotkaniach turnieju gospodarze imprezy nie musieli się też specjalnie wysilać, aby wygrywać. Przebłyski mądrzejszej obrony oraz przyśpieszenie w końcowych fragmentach meczu pozwoliły pokonać ambitnych Finów po dogrywce. Dzień później jedna dynamiczna kwarta, wystarczyła do ogrania Bośni i Hercegowiny. Kibice dostali to, co chcieli zabawę na boisku i na trybunach. Ich zespół prowadził w trzeciej kwarcie różnicą trzydziestu punktów, więc grubo przed zakończeniem rywalizacji na parkiecie mogli chóralnie odśpiewać „Marsyliankę”.

Źródło: onet.pl